świadectwa

ŚWIADECTWA

 

"Potraktowałam poważnie tę rozmowę...”

     Zaczęło się zwykłą rodzinną rozmową w świąteczne popołudnie. Mama powiedziała: Cieszylibyśmy się bardzo, gdyby choć jedno z naszej piątki Bóg wezwał do swej służby.

     Nie wiem dlaczego, ale to właśnie ja potraktowałam tę rozmowę poważnie. Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Nie zdradzając swego planu rodzeństwu ciągle myślałam o tym kiedy i gdzie będę mogła odpowiedzieć na  wezwanie Boga.

      Różne były dalsze lata życia, czasem mój ideał schodził na plan dalszy, lecz Bóg ciągle ścigał mnie swą łaską i nie pozwolił zejść z raz obranej drogi.

     Po tragicznej śmierci ojca (wypadek drogowy) zgłosiłam się do klasztoru kontemplacyjnego. Niestety nie zostałam przyjęta z powodu słabego zdrowia. Tu zaproponowano mi różne zgromadzenia czynne albo kontakt z kapłanem, który prowadził grupę osób świeckich. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałam się o istnieniu instytutów świeckich.

      Długo “wadziłam się” z Panem Bogiem – co mam wybrać? Przyznam się, że mimo szukania miejsca, w którym miałabym zrealizować swoje powołanie, nie widziałam siebie w żadnym wspólnocie zakonnej. Początkowo myślałam, by w izolacji i ciszy klasztoru wstawiać się za światem. Skoro Bóg pokierował inaczej, zrozumiałam, że moje miejsce jest w świecie. Być w środku świata, być chrześcijanką zaangażowaną w pracę zawodową, w pomoc potrzebującym, wnosząc w codzienne życie wartości ewangeliczne.

    I tak stopniowo codzienna Eucharystia wnosiła w moje życie spokój i stawała się potrzebą serca. Formacja w Instytucie i kontakty z odpowiedzialnymi dopomagały mi nawiązywać żywą więź z Bogiem, dzięki której mogę realizować moje dążenie do świętości. Instytut pomaga mi dzielić z Chrystusem trud każdego dnia i razem z Nim uświęcać swoje otoczenie, ludzi, z którymi żyję i pracuję, ich zmęczenie, bóle i niepokoje, radości i pragnienia.

     Jednocześnie każe mi mieć oczy otwarte na zło dziejące się obok, które jest mocnym impulsem do szukania sposobów zaradzenia jemu i wynagradzania Bogu.

      Śluby złożone w Instytucie przeżywam jako dar. Dar, którym mam się podzielić z tymi, dla których pracuję, aby moje życie wśród świata przynosiło choć iskrę nadziei zagubionym i poszukującym. Dar, który dopomaga mi być dyspozycyjną wobec woli Ojca, woli ukrytej w obowiązku chwili obecnej. Dar, który inspiruje do odczytywania co dzień na nowo, czego Bóg dziś oczekuje ode mnie.

Panie... spełniłeś pragnienie mego serca (por. Ps 21,3).  XX